Kibic
z dużym stażem, ojciec wychowanka Pogoni, kierownik drużyny, a od
niedawna osoba zaangażowana w cykl szkolenia młodych zawodników. Wygląda
na to, że Pogoń Lębork to ważny element życia Macieja Frącka. Jak to
się zaczęło?
- Pierwsze mecze Pogoni to sezon 1991/1992 kiedy na mieście głośno
zrobiło się o tym, że Pogoń może awansować do 3 ligi. W sezonie
1992/1993 na mecze 3 ligi rozgrywane w niedzielę chodziłem już
regularnie. Piłkarskie święta, bo tak można nazwać spotkania z widownią
1200-2000 na bocznym boisku, oglądałem jako nastolatek z „górki”, czyli
sektora najgłośniejszych kibiców :-) Na niedzielne mecze, bo praktycznie
wszystkie rozgrywane były w niedzielę o godz. 12 chodziłem z moim
serdecznym kolegą Marcinem Dawidowskim. Grał on wtedy w juniorach
Pogoni.
Najlepsze wspomnienia z Pogoni z początków jej kibicowania?
- Trochę tego było. To co mi przychodzi na myśl, to na pewno piękne
bramki z rzutów wolnych Rafała Michora czy też obecnego trenera
Waldemara Walkusza. Do śmieszniejszych momentów można zaliczyć finał
Pucharu Polski w Ustce, gdzie razem z kibicami przyjechaliśmy na mecz
wypasionym autokarem z telewizorem. Tymczasem zawodnicy Pogoni dotarli
do ustki starym „ogórkiem”.
Sam także uprawiałeś sport, w tym koszykówkę w Pogoni...
- Jak każdy chłopak coś tam się biegało, skakało, strzelało. Żyliśmy
sportem, aktywnością, wiele czasu spędzaliśmy na podwórku. Moim
pierwszym nauczycielem WF-u był ŚP. Czesław Pajewski. To był świetny
wuefista. Chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 4, zaczął tam wtedy
pracować nasz trener i dziś dyrektor tej szkoły Waldemar Walkusz. To pod
jego opieką zdobyło się z kolegami ze szkoły kilka medali i tytułów. W
szkole zawodowej w „Mechaniku” trenowałem przez 3 lata koszykówkę pod
okiem trenera Ryszarda Rozwadowskiego. W zespole Pogoni grałem epizody,
po szkole zakończyłem przygodę z koszem.
Nazwisko Frącek w Pogoni nie jest anonimowe. To wszystko także za
sprawą braci Michała i Tomasza grających niegdyś w juniorach i seniorach
Pogoni.
- Tak, starszy brat Michał trafił do zespołu trenera Andrzeja Brendlera
po namowach swojego kolegi Mariusza Władyki (pseudonim PELE). W Pogoni
rozegrał paręnaście spotkań. Z kolei młodszego brata Tomka w treningi
wciągnął Oskar Jasiński. Obydwaj mieszkają teraz w Anglii ze swoimi
rodzinami.
Po wielu latach kibicowania Pogoni przyszedł czas gdy na trening do swojego Klubu przyprowadziłeś syna Kamila…
- Wzrastając w tak piłkarskiej rodzinie to naturalne, że Kamil też
chciał grać w piłkę. Kamil pierwsze kroki stawiał pod okiem trenera
Andrzeja Małeckiego w jego szkółce. Później trafił do klasy sportowej w
Szkole Podstawowej nr 3 do trenera Andrzeja Kaufmanna. Kolejnym klubem
była Akademia Sportowa Pomorze z trenerem Włodzimierzem Pasieką i powrót
do Pogoni wraz z trenerem.
W Pogoni od ponad 2 lat pełnisz funkcję kierownika drużyny seniorów. Jak tam trafiłeś?
- Od paru miesięcy asystowałem w drużynach juniorów trenerów Wieśka
Kreffta i Sebastiana Brzozowskiego i to był czas, gdy prezes Marek
Piotrowski szukał kogoś na stanowisko kierownika drużyny. To był okres
gdy z trenowania drużyny zrezygnował trener Waldemar Walkusz, a wraz nim
kierownik. Wiesław Krefft zaproponował prezesowi moją osobę i ponoć
nawet powiedział, że lepszej osoby nie znajdzie :-)
Z tym się nie sposób nie zgadzać. Takiego poukładanego, zaangażowanego i życzliwego kierownika dawno w Pogoni nie było.
- Oj tam, oj tam. Po spotkaniu z prezesem i rozmowie o obowiązkach
kierownika oraz informacji, że drużynę przejmie mój idol z dziecięcych
lat Grzegorz Lewandowski zgodziłem się objąć funkcję kierownika.
Jakie obowiązki należą do kierownika seniorskiej drużyny?
- Trzeba je rozdzielić na mecze wyjazdowe i te grane u siebie. Na
meczach wyjazdowych trzeba „ubrać zawodników”, dopilnować aby mieli
wodę, piłki na rozgrzewkę oraz ogarnąć niezbędną papierologię (karty
zawodników, badania lekarskie, karty zmian oraz konsultacje z sędziami).
Mecze u siebie to już więcej obowiązków. Nie każdy wie, że przyjeżdżam
na stadion pierwszy, a wyjeżdżam zazwyczaj ostatni. Lubię jak wszystko
jest przygotowane i na najwyższym poziomie, mimo, że ktoś powie że to
tylko 4 liga. Mam nadzieję, że chłopakom w szatni to co robię się podoba
i szanują moją pracę.
Od wielu lat zaangażowany jesteś także w cykl szkoleniowy drużyn juniorskich Pogoni. Jak to się zaczęło?
- Faktycznie, czas szybko płynie. To będą już 4 lata kiedy zaczynałem
jako asystent w drużynie juniorów trenerów Wiesława Kreffta i Sebastiana
Brzozowskiego. Po roku zacząłem współpracę jako asystent trenera Marka
Piotrowskiego. Razem z trenerem Markiem prowadzimy dwa zespoły roczników
2010-2014 grające w rozgrywkach ligowych w systemie turniejowym.
Jako ojciec, potem kierownik i asystent trenera od wielu lat
obserwujesz młodych piłkarzy. Co muszą zrobić by osiągnąć sukces i
dlaczego tak wielu się to nie udaje?
- Aby osiągnąć sukces młody zawodnik po pierwsze musi być systematyczny,
a poza tym mieć charakter i zawziętość. Tu mamy przykład Wiktora
Miotka. Wielu chłopakom brakuje determinacji, wsparcia, a do tego
pojawiają się znajomi i nagle brakuje czasu na piłkę.
Jak Maciej Frącek radzi sobie bez futbolu w czasie epidemii?
- Nie radzi sobie wcale :-( Gdy spędzasz całe popołudnia na stadionie,
treningach i z dnia na dzień musisz zostać w domu to jest bardzo ciężko.
Staramy się utrzymywać kontakt z zawodnikami, przesyłać zadania domowe.
Z piłki pozostało mi oglądać stare spotkania w internecie lub też w TV.
Uda się dokończyć piłkarski sezon? Jak rozstrzygnięte powinny być awanse i spadki w IV lidze?
- Moim zdaniem sezon nie zostanie dokończony, liderzy powinni awansować ale spadków z ligi nie powinno być.
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał Janusz Pomorski - www.pogon.lebork.pl